Maurel Kabak

Pan mój i Bóg mój

Tak pełen zagadek , że aż normalny.

W ostatnim pragnieniu nie chcący nic więcej.

Tracący chwile zapomnienia jak barwne motyle ,

i zyskujący je na nowo.

Niemożliwy – a jednak istniejący

 w nieskończoności rozwiązań.

Nieobjęty, niewytłumaczalny Byt Najwyższy

opierający swą potęgę

na materialnym przeświadczeniu

o kruchości istnienia.

Nieograniczenie brakujący.

Popielny szał ognia, tworzenia, miłości i namiętności.

Topliwy szał lodu, zniszczenia, zagłady i nienawiści.

Biedak przebogaty w siedem barw tęczy

i spektrum wszystkich promieni.

Siła w bezsilności

Ważny dla nieważnych.

Nieważny dla najważniejszych.

Oto Pan mój i Bóg mój.

 

„W 62 rocznicę wybuchu drugiej Wojny Światowej „

Jeszcze nie padają pierwsze bomby

Jeszcze nie otwierają się grobów hekatomby

Jeszcze dziś Jaś i Małgosia, przejdą krętą ścieżką poprzez las,

Jeszcze trwa ta nieskazitelna cisza

Co ogarnęła i przepełniła nas.

Żyd na Krakowskiej siedzi patrząc w niebo.

Jego sąsiad przygląda się zabawie dzieci.

Jeszcze trwa ta cisza – oczekiwania na cud

Cisza wierząca, że pisano jej inny los .

Czy jej trwanie spotka inny los?

Co przyjemnego może ją przerwać ?

Może odgłos codziennych kłótni żydów o ceny?

Lub tupot nóżek dzieci biegnących do szkoły.
 

Ale nie tym razem !
 

Bo teraz przerwie tę ciszę odgłos bomb rozdzierających niebo .

Wszystko się zmieni ale nie musiało.

Miało się „rozejść po kościach”
 

Ale nie tym razem !!
 

Bo ta cisza przed burzą trwała aż nazbyt długo.

Tak się stać musi – szala leci w dół

I pięćdziesięciomilionowa hekatomba musi umrzeć.

Za lat sześćdziesiąt świat obudzi się z gorzkim obolem.

Ten obol to Katyń, Oświęcim, Jedwabne

I wiele innych mogił

Ukrywanych historyczną zmową milczenia ofiar.
 

Pierwsze Bomby padną na Westerplatte.

Będzie to za równe cztery godziny.

A jutro? Sześćdziesiąta druga rocznica wybuchu wojny.

Pójdziemy zapalić znicze

W obronie pamięci Tych co polegli.
 

Jeszcze nie padły pierwsze bomby,

Jeszcze ta cisza trwa.

Ona skamienia wszystk .     

Napisany

31.08.2001r.  godz: 00:14-00:52



Ostatni wschód i zachód słońca nad Lelowem

oraz Zmierzch

(Dyptyk z ambicją bycia tryptykiem)

Wschód

Ostatni wschód słońca nad Lelowem to ten,

którego nigdy nie widziałem

i nigdy już nie zobaczę.

Bo jest On jak Wielki Wybuch

zdarzył się tylko raz

ale nie wiadomo dokładnie kiedy.

Zachód i Zmierzch

Złoty rozblask rozlał się w cztery słońca

Płonie złotem wieża kościoła

Płoną złotem pojedyncze dachy

Zachód złoty jak szaty gotyckich świętych

Złoty talerz muska krawędź świata

i z majestatyczną ociężałością wsuwa się w kieszeń horyzontu

jak barokowy talar w martwej naturze.

Jeszcze krzyk ostatnich promieni i …

obraz gotowy

Muśnięcie pędzlem? Zbędne.

Obraz wyrył się w pamięci i zapadł w nią

taki jak ostatni rozblask.

Teraz tylko łuna.

Złoto zielenieje – brudnie

i wyciska swe siódme fiolety.

Sztylet kościelnej wieży przebija niebo,

które krwawi wstęgą czerwoną.

Otwiera swe sekretności, aż po pierwszy raj.

Zamyka szybko ciemnieje – wypiera brudy dnia

i gaśnie – w szlafroku z gwiazd.

Za chwilę

Za chwilę
posprzątam Ci
serce moje
gdy tylko
skończę boje
o karierę
Przecież Panie
z tym
nie mogę zwlekać
A Ty
chyba możesz
chwilę poczekać?

Za chwilę
pokocham Cię
nad życie
Ale najpierw
wyszaleć
trzeba się
Chyba rozumiesz
Dobry Jezu
że muszę sprawić
czy
Rock
Jest lepszy
od  Jazzu

Za chwilę
stanę się
największą
Twoją świętą
zaraz za
Niepokalanie Poczętą
ale najpierw
(tylko
przez kawałeczek
życia)
muszę
się zatroszczyć
by
nikt nie mówił
że
mam czeki
bez pokrycia

Za chwilę
oddam Ci
się
całkowicie
ofiaruję
swoje życie
Tobie
na własność
Ale najpierw
sławną
stać się muszę
by zaspokoić
artystyczną duszę

wszystko
już zaplanowałam
co

dla Ciebie
zrobię
i tylko
zapomniałam
że
Za chwilę
umrę
i
w białą trumnę
zabiorę
jedynie
plany dumne.

W katolickim Klubie Literackim “Źródło”, we Wrocławiu, którego prezesem jest pani Zofia Fajkowska,
15 czerwca 2007 r. odbył się finał I Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego
pt.: “Święty Maksymilian Maria Kolbe wzorem wczoraj i dziś”.
Lauratką i zdobywczynią I miejsca w kategorii “młodzież ” została Teresa Gorczyczyńska.

* * *

Ostatnią spożyłeś wieczerzę,
ostatnie zmówiłeś pacierze,
ostatni raz podziwiałeś słońca promienie,
ostatni raz widziałeś czarną ziemie.

Ostatni raz towarzyszy spotkałeś,
ostatni raz Pieśń Maryjną śpiewałeś,
ostatni raz na zbiórkę poszedłeś,
ostatni raz . . ., zanim odszedłeś . . .

Dlaczego oddałeś życie,
dla kogoś, kogo nie znałeś?
Dlaczego, tak myślę skrycie,
mocno więźnia pokochałeś?

Czyż to nie zwykły człowiek,
któremu płyną łzy spod powiek
ze strachu przed śmiercią, przed końcem,
przed inną ziemią i innym słońcem.

Lecz według Ciebie on nie był zwykły, nie!
I zasługiwał na drugie życie, chociaż nie raz postępował źle.
O święty, kiedy dla człowieka skonałeś,

podobnie jak Chrystus przez śmierć życie dałeś.

* * *

Czy potrafiłbyś zejść z tego świata,
zostawić szczęście, zostawić marzenia,
porzucić wszystko dla swego brata
i zrezygnować z pragnień spełnienia?

Czy potrafiłbyś wszystko porzucić:
pracę, pieniądze, samochód,
o dobrą pozycję w życiu się nie kłócić,
czy na to wszystko byłbyś gotów?

Czy tego, co dalej byś się nie bał,
tego, co będzie po skończeniu ziemskiego życia,
czy w sercu z ufnością Bogu byś śpiewał,
czy wyszedłbyś z ukrycia?

On z szeregu wyszedł,
bez obawy przed tym, który wkrótce go zabije
i chociaż koniec później Jego przyszedł,
i chociaż zginął, to nadal żyje!

* * *

Byłam chciwa i zazdrosna,
leniwa, kiedy przychodziła wiosna,
boże przykazania łamałam
i nigdy tego nie żałowałam.

Żyłam w grzechu cały czas,
czy pojęcie o tym masz,
że zawsze się cieszyłam,
kiedy kogoś skrzywdziłam?

Aż wreszcie przyszła chwila, gdy na krawędzi
życia stałam,
pamiętam, jak strasznie się wtedy bałam
i prosiłam, byś mnie uratował,
byś mi jeszcze kawałek życia darował.

Uprosiłeś dla mnie Boga i za Twoją przyczyną,
jestem teraz dużo lepszą niż przedtem
dziewczyną.
Dzięki Ci za to składam święty Maksymilianie,
że jak więźniowi, tak i mnie dałeś szanse na odpokutowanie.

Lato 2007

Wakacyjne przemyślenia

***

Człowiek potrafi się zmieniać
tak, jak zmienia się wiatr,
wiejący to od Bałtyku,
to od strony Tatr.

Czasem stanie przy Tobie,
czasem będzie w zmowie przeciw Tobie.
Poda Ci rękę, a potem się odsunie,
Najpierw ucałuje, a później w twarz plunie.

Raz będziesz z nim z innych drwić,
raz on z innymi z Ciebie kpić.
Czasem będzie pokonywał z Tobą trudną drogę,
a czasem po prostu da nogę.

Mimo, że zmieniło się tyle
-tam gdzie było morze, teraz są góry,
człowiek zmiennym pozostanie,
bo taki jest z natury.

Nie da się z tym nic zrobić,
więc trzeba nauczyć
wybaczać wszystko
i pozwalać wrócić.

***

Szybciej od światła dobiega do mety,
nie ma wspanialszego od niego poety,
piękniej od słowika śpiewa,
swą siłą powala największe nawet drzewa.

Wirtuoz gry na flecie,
Fortepianie, skrzypcach, wiolonczeli i klarnecie,
Przecudnej urody,
Zdrowy, bogaty, wesoły i młody.

Ma tyle talentów i umiejętności,
nie jeden z pewnością mu zazdrości.
Ale ja się cieszę, że nie jestem taka zdolna,
lecz słabiutka, nie udolna.

Bo kiedy przyjdzie ostatni dzwon
więcej zostawić będzie musiał on.
Im więcej ma – tym więcej straci.
Im więcej zyska – więcej zapłaci.

***

„Słowa wylatują ptakiem, wracają kamieniem”
– nie umiem tego zmienić i nigdy nie zmienię.
Nie cofnę wszystkich słów, których tak bardzo żałuję,
ale zawsze po czasie gorycz ich poczuję.

Jednym z moich marzeń
– wymazać z  pamięci wiele zdarzeń,
by już nie były przykrym wspomnieniem.
Jednak marzenie jest tylko marzeniem…

***

Pamiętasz,
że Ci podłożył nogę
gdy przechodziłeś przez drogę

Pamiętasz
że wolał zostać u siebie
niż przyjść do Ciebie.

Zapomniałeś,
że Ci pomógł na sprawdzianie
rozwiązać trudne zadanie.

Zapomniałeś,
że Cię odwiedzał,
gdy chorowałeś.

Zapomniałeś,
że chodził z Tobą  do kina,
kiedy tylko chciałeś.

Zapomniałeś,
że Cię rozweselał,
gdy zły humor miałeś.

Dlaczego pamiętasz tylko urazy,
choć dobrych czynów jest więcej dwa razy.

***

Szeroką rzeką płynie mowa,
a w niej brudy – to złe słowa.
To złorzeczenia i przekleństwa
– źródło nienawiści i szaleństwa.

Przewija się wielką doliną
a obok inne rzeki płyną.
Ciągle się tu spotykają
i słowami wymieniają.

Do czystej rzeki ścieki wpływają
i ją również zanieczyszczają.
Teraz są już równe sobie
– są tak samo brudne obie.

Spotykają inne rzeki
i z nich też stają się kaleki.
A gdy wstają ranne zorze
wspólnie zanieczyszczają morze.

Morze łączy się z oceanami
wieloma cieśninami.
Oceany kontynenty obmywają
i cały świat zanieczyszczają.

Czy zaczniemy tę wodę filtrować
dopiero gdy zaczniemy chorować?
Czy dopiero gdy nas najdą epidemie
znajdziemy czas na oczyszczenie?